czwartek, 28 stycznia 2010

Prawdziwy jeans się nie pali, a prawdziwego dresu się nie pierze.

Krótka historyjka spacerowa vol.1 (z grudnia 2009)!


Ja: To w którą stronę idziemy?

Ostra: W tę, bo w tamtą jest za wiele pokus.

Ja: Pokus?

Ostra: No tak, buda z kebabem, chińczyk i facet, co sprzedaje dropsy.

Ja: Dropsy... :)))

Ostra: Widzisz? Dlatego idziemy w tę stronę.



I przerwa na reklamę!

Specjalnie dla Tygrysa :P





A teraz piosnka - wersja finalna,
czyli co tworzę, gdy w głowie gorzej:



Tygrys baunsuje, a kot wciąż mlaszcze,
Bo tygrys się lansuje, no a kota się głaszcze...

Dam diri dam dam diri dam... i jedziemy!

Najprawdziwsze tygrysy żyją w sercu Kenii,
a jak kota pierzesz, to kot się pieni (czyt. pienji),

Tygrys jest w paski, a kot - to różnie,
tygrys zbiera oklaski, a kot patrzy w próżnię,

lecz gdy razem baunsuja nie ma chuja we wsi,
nikt im nie dorówna i taki koniec tej pieśni!


[ludzie klaszczą, tłumy szaleją]


Specjalnie dla Lokiego - mrocznego kolegi,
co uciekł z obczyzny by w ojczyźnie żyć (!):

SILNIK OD....ZASTAWY !



Niestety nie znalazłam dobrej foty jajeti :P

sobota, 23 stycznia 2010

To ptak? To samolot? Nie, to sakwa na kiełbasy!

Uwaga, uwaga... miałam coś wrzucić,
to wrzucam śliskie ochłapy poobiadowe :P

I tak przed Wami...

Wierszyk o kurwie:

Kropka, kropka, kreska, kreska,
kurwa z nudów jest niebieska...
Ale czasem, tak od święta,
bywa kurwa uśmiechnięta!


I stosowny komentarz do tego:





Pamiętam jak z Lokim powiesiliśmy ten obrazek na drzwiach lodówki i za każdym razem przy jej otwieraniu nas to bawiło. Trzeba mieć jednak kurwa zacięcie, żeby to bawiło przez tydzień, a my wtedy mieliśmy! Bawiła nas stara sikająca do morza i kurwa to, że każdy tam sika (!) i chomik i silnik od zastawy i ja-jeti (i chuj!), jakież to były urodziwe czasy, młody człowiek był, to korzystał. A teraz jest kurwa stary, to pierdoli smutne teksty na blogu w internetowej rzeczywistości, myśląc, sobie tak:






Serio, czasem tak sobie w duszy myślę: "KURRRWA!" ;-)


A co do tytułu dzisiejszego posta, to przedwczoraj się dowiedziałam, że obraźliwym zwrotem w Anglii epoki elżbietańskiej było powiedzenie do kobiety "Sausage wallet" (!), co w tłumaczeniu na polski brzmiałoby "sakwa na kiełbasy", czyli na teraźniejsze, to nic innego, jak zwykła "zdzira"! ;D


Psssss. A w komentarzach zachęcam do tworzenia kolejnych zwrotek, gdyż dobry wiersz, jest jak dobra impreza - nigdy się nie kończy!

sobota, 9 stycznia 2010

To jest moje miasto... Podaj swoje hasło!

Dzisiejszy wieczór sygnujemy zdaniem, które wryło nam się w różowe zwoje naszych pięknych umysłów:
"Kto ma największy skuter w mieście?"
i chuj. Nie ma lepszych. Poza tym ja się przyznam, ja nie mogę pisać takich badziewi, co ja je pisze normalnie (WTF?!), jak jestem zadowolona. Ale mogę pisać gorsze, jak głupawka mnie zajdzie, najdzie, podejdzie. Jeeeeeej! Przyszła! Lol ale ja jestem popierdolona. Jak paczka draży, kurwa. A teraz przerwa na blok reklamowy, czyli fota bohatera dnia (to nie ja, na prawdę, to wszystko przez Ostrą!):



Oto skuter z piosenki Sidney'a, dokładnie taki - specjalnie dla mojej ulubionej emigrantki, zwanej tutaj Słonią, z wiadomym nam względów (czytaj: i tak się kurwa nie dowiesz) :D

Ps dla Słoni: niestety, foty samochodu-bestii nie znalazłam! :P

Dzisiaj bujałyśmy się po mieście i to kurwa o dziwo bez hasła! xD jako, że szpan to nasze drugie imię, wypiłyśmy skromnie piwo za piątaka. Ale ten kebab to mi się odkłada w żołądku jak nocny koszmar, mimo, że z rok nie jadłam i był dobry, to jednak.... Taaak, to ta fioletowa kapusta... Była w kolorze tych winogron, co były wcześniej wspomniane ale to w zupełnie innej beczce :P yyy...co? aaa tak, Słonia, jak to Słonia, niczym kobieta na rozstaju dróg, po herbacie, piwie oraz kebabie rzuciła mi śmiało i szczerze prosto w twarz, którą wciąż przeżuwałam jeszcze tę kapustę: "Mam ochotę na czekoladę na gorąco!" A że mnie w życiu już nic nie zdziwi i nie zaskoczy, chyba, że mi penis urośnie na dłoni (WTF 2 ?!?!), to poszłyśmy. Kurwa, ale zagmatwana ta historia jest, jak ja pierdolę. No, mniejsza o większość. Ale na magiczne huśtawki, co służą do bujania własnej osoby i picia piwa naraz (tak, kurwa, zwykłe tego nie potrafią!), nie poszłyśmy, bo Słonia, jako że zawsze potrafi stosownie i odpowiednio dobrać strój do pogody, a śnieg zapierdalał z góry, z boku, a nawet od chodnika (!) i ogólnie było ciemno, zimno i chujowo (oto Polska właśnie, witamy, witamy!), włożyła kurewsko obcisłe lateksowe nogawniki (spodnie) i oznajmiła, że dupa jej do tego drewienka przymarznie i ona utknie jak nic. Nie mniej jednak wybaczyłam od razu, bo spodnie były kurewsko seksi, a ja penisa co jak co nie mam ale estetycznie jestem bardzo wrażliwa ;-) A na koniec, stanęłyśmy przy bramkach w metrze, jak dwie ciotki i ja powiedziałam "to co, widzimy się w marcu?" a ona: "tak, w marcu.", na co ja z wrodzonym dla siebie wdziękiem "Brakuje mi ciebie, kurwa, tutaj." A ona: "Mi ciebie też." i poszła. I kurwa, tak właśnie jest, że mi jej brakuje na co dzień, zwłaszcza jak mnie reszta kurwa wkurwi (czy to było powtórzenie, czy tylko podobieństwo?), to myślę "Kurwa. Słonia, wróć!". No bo kto jak kto ale Słonia jest zajebista jak słońce w zimę i czekolada z nadzieniem, a i to był pierwszy raz jak Słonia na huśtawki nie poszła, a wyjątek potwierdza regułę! I na koniec kurwa, zanim jeszcze ankietę zarzucę (jak Słonia grzywą!), to powiem, że nie ukrywamy obie, że liczyłyśmy na Ostrą i jej wśród nas obecność. A nie takie pitu-pitu. Wiem, Ostra zaraz odeprze atak ostrą kurwą rzucając ale po prostu kiedyś kurwa trzeba zaszaleć będzie we trzy! I ja myślę, że to będzie na moje urodziny w marcu, o! nie ma kurwa bladego chuja, idziemy i szalejemy do ostatniego włosa (???... ......!!!!!!!!) ;D Ale popierdoliłam, bez ładu i składu ale spoko jest, myślę.

A teraz, uwaga, uwaga, panowie i panie... ANKIETA!

Pytanie: Jaka sytuacja z poniższych najmniej sprzyja pytaniu "Jak było?" ?

Odpowiedzi:
1. Pogrzeb
2. Sprawa rozwodowa
3. Wizyta kuratora
4. Gwałt
5. Śmierć kliniczna
6. Pobyt w więzieniu
7. Identyfikacja zwłok

I tak, wiem, mam coś z głową z całą pewnością.
I kurwa dobrze mi tak! :D

A na koniec... Szalony Kapelusznik !

czwartek, 7 stycznia 2010

W tym roku sesja znów zaskoczyła studentów...

Szlag mnie kurwa trafi chyba. Sesja welcome, kurwa Oo. Właśnie się dowiedziałam, tzn. o 8 rano, która to godzina powinna nie istnieć, a ja jak miś chcę zapadać w sen zimowy. Ale o czym to było? Aaa.. no więc z samego rana dostałam maila z odpowiedzią na moje subtelne pytanie o to, co na najbliższym zjeździe nas czeka. No i się dowiedziałam, że zamiast jednego kolosa, o którym wiem od dawna, są cztery, z czego o 3 wiem od dzisiaj rana. 2 najtrudniejsze przedmioty. Super. Wymyśliłam nawet na tę okazję motto:
Milion wzorów. Tysiąc zadań. Sto litrów wódki.
Jeden tydzień.
Jeszcze chciałoby się dopisać 2 gramy, a tu gramów ni ma. No i jeszcze zdziwienie mojej koleżanki ("ja Ci nie mówiłam?") - bezcenne. No kurwa. Człowiek pracuje w dwóch miejscach, tyra kurwa i opuszcza część zajęć, żeby cokolwiek zarobić, a potem i tak to przepije ale może o to w tym właśnie chodzi. Dzisiaj zacznę od drukowania materiałów i wykonaniu telefonu do korepetytora/rki, z pytaniem czy mnie ogarnie na kolosa i czemu tak drogo? Bajka, kurwa, po prostu, żyć nie umierać. Przypomina mi się taki filmik "Piątek" na Youtube, tylko to było o licealiście ale i tak pasuje, bo im dalej, tym gorzej z tą nauką. I po co to wszystko? Żeby potem szukać pracy dwa lata i znowu na garnuszku rodziców być, albo dawać dupy. Gorzej, kurwa, jak jesteś facetem. A zresztą, co ja się dziwię, zawsze jest pod górkę. I zawsze będzie. Idę wywiercić dziurę w czaszce temu kolesiowi, który nade mną wierci od tygodnia. Jakiś wykuwacz-amator kurwa się znalazł. Kiedyś tak od 7 do 18 przed ponad tydzień wiercił. A ja wtedy pracę zaczynałam o 18 i trochę mnie wkurwiało to napierdalanie od bladego świtu. No nic. Idę mu jebnąć, a na koniec fota tak a'propos sesji - z polotem, bo i może mają rację. A nie kurwa 17 lat nauki, czasem 20, a potem już masz czterdziestkę, 20 następnych lat pracujesz na emeryturę, nigdy nie wykorzystując tego, czego nauczyłeś się przez te pierwsze dwie dekady życia, a potem masz 60, czy 65 lat, dostajesz śmieszne pieniądze, za które wybierasz, czy w tym roku pójdziesz do kina, czy kupisz lepszą szynkę, a żeby mówić o zwiedzaniu świata to już i tak nie ma po co, bo jesteś tak zmęczony życiem, w tym kurwa kraju, że do 80 czekasz aż umrzesz ale wstydzisz się przyznać, a po 80 różnica jest tylko taka, ze mówisz już o tym otwarcie. A jak jeszcze Twoje dzieci nie mają wnuków, którymi się trzeba zająć, to już w ogóle masz przejebane, bo czujesz się niepotrzebny. I najgorsze jest to, że masz kurwa rację, tylko nikt ci tego nie powie wprost w tym obłudnym, zakłamanym społeczeństwie. i tak to właśnie kurwa wygląda. Aż chce się płodzić kolejne pokolenia, kurwa mać.

To nie Ty jesteś zajebisty. To cała reszta jest chujowa.



Pierwszy post.

Po dwóch godzinach walki z systemem, tzn. z obsługą bloga udało mi się wreszcie coś zamieścić. Uau. I to chyba na razie tyle. Kurwa. Mój kot trzeszczy i trzeba wypuścić zanim zeskrobie drzwi. 13 lat cierpliwości mam do niej. Nie wiem skąd jej tyle biorę. No nic, mniejsza. Jak mówi tytuł, mniej więcej takie optymistyczne nastawienie niesie ze sobą ten blog. Postanowiłam gdzieś wylewać całą frustrację, agresję i gniew. A to jest wydaję mi się dość tani i bezbolesny sposób, choć kilka osób na co bardziej bolesny sposób zasłużyło z pewnością. Moja koleżanka, tu ją będę nazywać jeszcze nie wiem jak, jedyna która rozumie moje frustracje, które wyładowywane są w 4-częściowych sms-ach do niej, najczęściej w porach zbliżonych do obecnej, stwierdziła, że powinnam napisać książkę. Może i racja. Ale zacznę jednak od bloga. Jeśli to się rozkręci i nikt do tego czasu głowy konia mi do łóżka nie podrzuci, to może i się to zepnie w całość. Na razie zobaczymy jak mi pójdzie blogowanie, chociaż za dobra w tym temacie to nie jestem. Jak komputer się psuje, to napieprzam w klawisze, czekając na cud, który jak to już w parszywym życiu się nie zdarza nigdy, a potem dzwonie z obelgami do, moim zdaniem, słusznego winnego. No nic, tyle na dzisiaj, co następne to zobaczycie ale już mam jedną perełkę w zanadrzu. Tylko muszę ostrzec, systematyczna, to ja kurwa nie jestem. Chyba, że wściekła albo w euforii. Wtedy się najlepiej tworzy. Kurwa, znowu 4h spania przede mną. Rewelacja.

Ps. Po prawej komiks adekwatny do tytułu pierwszego posta, do chujowości życia i innych różnych składowych.