poniedziałek, 30 maja 2011

LOVE / HATE


Nienawidzę Cię za wszystko.

Za nas.
Za to, że dałeś mi nadzieję.
Za to, że ciągle dajesz mi ją na nowo.
Za ciągłe cierpienia.
Za to, że przez Ciebie zraziłam się do mężczyzn.
Za to, że nie ufam kobietom.
Za wszystkie marzenia, które razem budowaliśmy.
Za to, że zniszczyłeś je w sekundę.
Za to, że mój świat runął.
Za to, kim się przy Tobie stałam.
Za to, że straciłam pewność siebie.
Za kobietę, którą się stałam i której nie poznaję.
Za wszystkie łzy, które wylałam.
Za wszystkie złe chwile.
Za to, że nie jesteś tego warty.
Za te kłamstwa, którymi mnie karmiłeś.
Za moją nerwicę natręctw.
Za to, że mam wszystkiego dość.
Za zmarnowane wieczory na gapieniu się w ekran komórki.
Za fałszywe uśmiechy.
Za niespełnione obietnice.
Za moje wrzody żołądka.
Za nerwową atmosferę.
Za to, że czuję się starsza o 10 lat.
Za to, że uczyniłeś swój świat moim.
Za to, że potem zamknąłeś mi drzwi do niego przed nosem.
Za utratę wiary.
Za to, że czuję się głupia i naiwna.
Za to, że ciągle się boję.
Za to, że krzyczę na niewinnych ludzi, żeby wyładować złość.
Za wszystkie wspólne chwile.
Za to, że otworzyłam się przed Tobą.
Za poczucie bezpieczeństwa.
Za to, że naprawdę zmieniłam się dla Ciebie.
Za to, że teraz nienawidzę siebie.
Za to, że jestem przy Tobie bezbronna.
Za rozwalone telefony, którymi rzucałam o ścianę.
Za potłuczone naczynia z rozpaczy.
Za to jakim strasznym człowiekiem się stałam.
Za to, że Ci zaufałam.
Za to, że mnie ranisz.
Za to, że wciąż nie uciekam, chociaż wiem, że powinnam.
Za huśtawki nastrojów.
Za to, że dowiedziałam się jak to jest, gdy pęka serce.
Za wszystkie dobre chwile.
Za wszystkie złe chwile.
Za to, że czuję się taka beznadziejna.
Za to, że popełniam w kółko te same błędy.
Za domek na wsi, zbudowany z marzeń.
Za to, że nie mam siły.
Za brak radości.
Za smutek w oczach, który mnie zdradza.
Za to, że jesteś.
Za wszystkie inne rzeczy, których nie wymieniłam.
Za całe zło świata.
Za "kocham Cię", które napisałeś mi na dłoni.
Za nadzieję.
Za głód na świecie i wojny w imię religii.
Za to, że jesteś facetem.
Za to, że nie jesteś kobietą, wtedy nienawidziłabym Cię bardziej.
Za to, że seks już nigdy nie będzie taki sam.
Za marnowanie mojego czasu.
Za brak energii.
Za wszelkie frustracje.
Za to, że się nie zmienisz.
Za to, że się nie starasz.
Za to, że wcale tego nie chcesz.
Za to, że ciągle Ci wierzę, choć zawiodłam się tyle razy.
Za to, że mam ochotę Cię zabić ale nie mogę.
Za to, że masz pieprzone szczęście w życiu.
Za to, że tak na mnie działasz.

Za to, że ciągle kocham Cię tak mocno, że cała nienawiść nic nie daje.




Za ciągłą wiarę w to, że jeszcze będzie dobrze.

sobota, 7 maja 2011

Bo kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że jesteś zupełnie sam.

Nie ma już nas.
Jestem ja.
I cisza.
Pustka.
Nic.

Nagle, jak ręką odjął, nie ma nikogo.
Brak miłych gestów, słów i ludzi.
Jak świat wali Ci się na głowę, to nie licz na to, że ktoś ci pomoże.
Na samym dnie walczysz już tylko sam ze sobą.

Zawsze się tego bałam.
Myślałam, że serce pęknie.
Że umrę psychicznie.
Że nie dam rady.

Lecz dopiero teraz dotknęłam dna samotni.
Nie mogę się odbić.
Albo nie chcę.
Chyba nie mam siły.
Boję się, że to nie koniec.

Najpierw przyszła ulga.
Nie możesz mnie już bardziej zranić.
Nawet nie wiesz, jak bardzo się myliłam.
To jest nie do opisania.

Lecz ciągle mam nadzieję.
Że między nami jeszcze będzie dobrze.
Czy to głupie i naiwne?
Być może.
Czy dostarczy mi nowych cierpień?
Pewnie tak.

Ale nie mogę.
Po prostu nie mogę.
Uwierzyć, że to koniec.

Że już nie ma nas.
Że teraz muszę iść sama.
Że już nie zobaczę jak uśmiechasz się na mój widok.
Że nigdy już nie uśmiechnę się widząc Ciebie.

A może to jeszcze nie jest dno.
Ciągle słyszę echo studni.
Nie poddam się teraz.
To nie ten moment.
Jeszcze nie...

Jeszcze może być dobrze.

Idę.