Nie ma już nas.Jestem ja.
I cisza.
Pustka.
Nic.
Nagle, jak ręką odjął, nie ma nikogo.
Brak miłych gestów, słów i ludzi.
Jak świat wali Ci się na głowę, to nie licz na to, że ktoś ci pomoże.
Na samym dnie walczysz już tylko sam ze sobą.
Zawsze się tego bałam.
Myślałam, że serce pęknie.
Że umrę psychicznie.
Że nie dam rady.
Lecz dopiero teraz dotknęłam dna samotni.
Nie mogę się odbić.
Albo nie chcę.
Chyba nie mam siły.
Boję się, że to nie koniec.
Najpierw przyszła ulga.
Nie możesz mnie już bardziej zranić.
Nawet nie wiesz, jak bardzo się myliłam.
To jest nie do opisania.
Lecz ciągle mam nadzieję.
Że między nami jeszcze będzie dobrze.
Czy to głupie i naiwne?
Być może.
Czy dostarczy mi nowych cierpień?
Pewnie tak.
Ale nie mogę.
Po prostu nie mogę.
Uwierzyć, że to koniec.
Że już nie ma nas.
Że teraz muszę iść sama.
Że już nie zobaczę jak uśmiechasz się na mój widok.
Że nigdy już nie uśmiechnę się widząc Ciebie.
A może to jeszcze nie jest dno.
Ciągle słyszę echo studni.
Nie poddam się teraz.
To nie ten moment.
Jeszcze nie...
Jeszcze może być dobrze.
Idę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz