poniedziałek, 19 lipca 2010

"Miłość to połykanie piasku wyschniętymi wargami."



...Czyli trochę smętnych staroci, które w końcu zebrałam do kupy. Żeby nie było na tym blogu zbyt optymistycznie.

Ten mądry cytat przeczytałam kiedyś w czyimś kalendarzu, siedząc na bezpłodnym wykładzie, który jeszcze pogarszało to, że nie wzięłam okularów. Powiedziałam wtedy, że zgadzam się i ten cytat jest bardzo fajny, bo pasuje do rzeczywistości, tak to moim zdaniem wygląda. Wszystkie dziewczyny na około mnie się zdziwiły i stwierdziły, że one go nie rozumieją. Powiedziałam im, że życzę aby nie rozumiały go jak najdłużej. I wychodzi kurwa na to, że tylko ja mam takie dziwne problemy. Cytat ten zainspirował mnie do napisania czegoś jeszcze bardziej anty-love (nowe słowo?):


"Miłość gorsza jest niż nienawiść,
bo twarz nienawiści to zawiść,
a miłość ma tysiąc twarzy,
tysiąc opcji wydarzeń.

I tylko zabić się można z rozpaczy,
z żalu i z bezsilności,
albo zachlać twarz po tysiąckroć.
Do nieprzytomności..."

styczeń 2010r.



A potem jeszcze były takie cuda (lipiec 2010r.):

"Serce jest jak poduszka do szpilek."





<----------
A potem się okazało, że ludzie już dawno na to wpadli (!) i nawet takie robią i sprzedają. Po 30 złotych! Prawie voodoo chyba to jest ;-)











Ostatnio mam tak dość, że nawet nie wiem jak mam to opisać, budzę się zmęczona bardziej niż jak się kładłam, brzuch boli, jakby ktoś przypierdolił bez skrupułów prosto w żołądek. Wstaję rano, mam ochotę się porzygać, ale niestety nie można wyrzygać wszystkich problemów, całego życia i smutku. Gdyby można było, pewnie miałabym anoreksję emocjonalną. I dobrze.

Jak bardzo chciałabym kiedyś się obudzić i nie czuć nic. Nie kochać, nie nienawidzić, nie czuć smutku, ani złości. Dla tej permanentnej apatii poświęciłabym nawet uczucia takie jak radość, bo ich i tak jest nie wiele,
a przecież po nich przychodzi szarość.

Jak śpiewała kiedyś Chylińska w piosence "Niczyja"
(nie ma jak stare dobre O.N.A.):

"...Są noce kiedy nie chce się żyć
Są czarne chwile, nie każda mija..."


I taka jest kurwa przykra prawda. Chociaż ja mam raczej takie dni, nie noce, bo nocami jakoś odżywam, jest mi lepiej, mogę odetchnąć. A za dnia czuję się przytłoczona. Było tak odkąd pamiętam.

Teraz piszę te pierdoły, bo po prostu nie mogę znaleźć motywacji i siły psychicznej aby się uczyć do sesji, czyli dwóch egzaminów w najbliższą sobotę. Statystyki nie liczę, bo mam poprawkę. Wrzesień welcome to, kurwa. Może marne pocieszenie ale Słonia i Ostra też mają, także nie jestem może aż takim głąbem. Pierdolę.

A skoro już jesteśmy przy starociach, to trochę wspomnień smsowych.



Sms do Tygrysa, 2 grudnia 2009 rok, wieczór:


"Pierdolę facetów. Baby też pierdolę.
Chuj kurwa, czasem mam tak dość wszystkiego,
że nawet płakać mi się nie chce. W dupę."


Wtedy miałam jakiegoś doła, nie pamiętam już dlaczego, wiem tylko, że w porównaniu do tego co czułam i myślałam 5 dni później (6/7 grudnia), to był zwyczajny pikuś. Kurwa, wtedy się właśnie zaczęło sypać. I się sypie do tej pory. Wszyscy to kurwa widzą, tylko ja staram się nie. Przecież wiem, nie jestem ślepa. Ale mam kurwa zbyt duże pokłady nadziei chyba. Czemu nie mogę kurwa kiedyś po prostu pierdolnąć drzwiami i sobie pójść w siną dal? Czemu kurwa jestem tak słaba i beznadziejnie zapętlona we własne racje, że nie mogę zebrać się do kupy i raz zrobić czegoś rozsądnego. Żeby poprzeć teorię stosownym przykładem, poniżej kolejny, już nie tak odległy sms.



Sms do Ostrej, 6 lipca 2010 rok, gruba noc:


"Wkurwiłam się dzisiaj niemiłosiernie.
Taka czarna rozpacz.
I nawet się nie ma gdzie schować.
Kiedyś mu przypierdolę tak,
że odbiję sobie za te wszystkie złe chwile."


A potem jej popierdoliłam smuty w ramach życzeń urodzinowych,
bo akurat się złożyło, że takowe miała. Takie oto te życzenia były:


"A tak pozatym to sto lat, sto lat!
Trochę czarne życzenia urodzinowo imieninowe.
Ale za to z serca. A może z głowy, jako że rozum jest lepszym doradcą.
Życzę Ci, żebyś nigdy nie miewała takich chwil jak ja mam teraz.
I żebyś nigdy niczego nie żałowała.
I myśl tylko o sobie, bo nie warto o innych."


Czasami sobie wyobrażam masakrę i destrukcję. Jak robię burdel stulecia, jakby tajfun przeszedł, a potem zapalam papierosa, zbieram swoje rzeczy i jadę spokojnie do domu. I jakoś mi się lepiej robi jak tak sobie imaginuję. A potem wzdycham, wstaję i idę koszule prasować albo robić inne domowo-poddańcze czynności, od których feministkom opadłyby pończochy. I kurwa co? I nic. Życie płynie dalej, miesiące mijają, ja się coraz bardziej chowam w sobie, niedługo w ogóle mnie nie będzie. Tylko szary cień.

Takie są różnice w pozytywnym i negatywnym zniewoleniu (jakby ktoś kurwa jeszcze nie wiedział), ale raczej ameryki nie odkryłam, bo same laski to czytają ;-)








Pozytywne -->

















<-- Negatywne














Znajdź kurwa pięć różnic.

:P

To tak dla odprężenia.


Przed chwilą zadzwoniłam do Ostrej, gdyż miałam do niej sprawę, potrzebowałam archiwalnych smsów, a ona jest gorsza niż najgorsza teczka, wszystko ma spisane, wszystko przechowuje. Ona wie, co robiłeś kurwa 27 kwietnia 2005 :P I ja mówię, że właśnie piszę nowego posta, a ona: "Ooo, a będzie o mnie?" A więc, żeby nikt się nie czuł rozczarowany, będzie. Następną razą.

3 komentarze:

  1. Coraz dłuższe te posty kurwa piszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. prawda życiowa Kocie, sama prawda. Najbardziej życiowe(albo normalny, przynajmniej dla mnie, Ciebie i niektórych osób)jest porównanie obrazków. Heh niestety większość tych rzeczy jest prawdą która rani, rani bardziej niż złość, nienawiść, boli, pali, wygasza, robi dużo złego jak i dobrego. czasami miłość to dziwka
    Tygrys

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami myślę, że życie bez miłości było by łatwiejsze o wiele. przykra myśl ale prawdziwa. niestety istota ludzka jest słaba, na tyle, że potrzebuje czasem tej drugiej obcej z początku nam osoby.później staje sie równie obca czasami jak na początku
    Tygrys

    OdpowiedzUsuń