A więc teraz w skrócie - zalało nasz kurwa piękny mlekiem i ściekiem płynący kraj ze dwa razy, a pewnie za rok powtórka, bo państwo z tym chuja robi. Do mnie na szczęście nie dotarła wielka woda, to shut the fuck up i siedzę jak na obywatela przystało. Po drugie naszym prezydentem nie jest już kabaczek, ani kartofel, czy inny ptak, bo tamten urwał i upadł, czy jak to tam było. No mniejsza. Teraz jest Bronek, który wygląda jakby upalił się porządnie przed orędziem i hasał po lesie, ale przynajmniej nie jest z partii prawie (i) sprawiedliwej (co?), więc jest spoko. Raz się kurwa społeczeństwo zachowało jak należy. I nawet frekwencja była spora jak na Polskę. Zaraz mi się tu pewnie Ostra oburzy, bo ona popiera byłego premiera (się zachciało i zrymowało!), więc już nie będę rozwijać dalej tego wątku.
To teraz wyjmując z innej beczki... Jestem na jedynym kurwa wydziale w tym kraju, który ma zajęcia do końca lipca. Ale nikt nie uprzedzał, to skąd mogłam wiedzieć, się w życiu takich cudów na kiju nie spodziewałam. I teraz dymam kurwa, siedzę nad książkami, a i tak pewnie chuj wielki ekhm CHUJ WIELKI (no!) z tego będzie ale nie mów hop, póki nie upadniesz (i znowu - co?). No więc mniejsza o to, bo kurwa nikt tego nie chce czytać, że się kurwa uczę w lipcu i zresztą nie dziwota.
Aha, zapomniałam dodać o zimowym tête à tête Ostrej, które zrobiło się potem wiosennym, a następnie letnim, a teraz Ostra jest już prawie członkiem rodziny, więc ma dwie, co niektórzy chcieliby mieć a niektórzy nie (mi na ten przykład jedna w zupełności styka) ale kto wie ten wie o co kaman, a nie będę dalej pisać. Ma Ostra tatuaż? Ma. A różowe pióro? Ma. A Seks uprawia? Uprawia. No to nie ma się co rozwijać.
Jeśli natomiast chodzi o Słonię to powróciła do nas z Espanii, aby nosić kamienie dla słoni, a wynosić kupy, co wagę ma podobną jak zakładam, a potem szczotkuje żyrafie szyję i lata z ptakami po ptasiarni czy ptakonarium, czy jak to tam się nazywa. I myślcie co chcecie ale ona niczego nie bierze, tylko ma praktyki w ZOO. I wyrywa samce na słonie. Albo słonie na samce, bo któż to wie co naprawdę woli :P
Wracając do mnie, chociaż temat mojej osoby jest zazwyczaj najmniej emocjonujący, to niestety 2 lipca rozstałam się definitywnie z moim kotem, który już od paru miesięcy cierpiał na przypadłość najczęściej śmiertelną, zwaną rakiem. O tym zbyt wiele pisać nie będę, bo to nie czas i miejsce i za duża rana jest po niej, żeby o tym w ogóle mówić ale znaczyła dla mnie po tysiąckroć więcej niż niejeden człowiek. I to jest kurwa takie niesprawiedliwe właśnie. Pierdolę, kurwa mać, jebane, kurwa, pierdolone, popieprzone życie. Chuj. Dobra, koniec tematu, bo zaraz pęknę jak za mała gumka.
Kurwa. Poza tym jest chujowo, nie wiem jak jeszcze kurwa wstaję rano, mam ochotę wtedy rzygnąć i zwinąć się w precel jak embrion i tak zostać przez następną dekadę. Przecipieć przez życie. To jest kurwa tekst dopiero. Aż mi sprawdzacz pisowni podkreślił na czerwono. No więc moje nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie, mniej więcej tak, jak na tym blogu, wątki się przeplatają, nikt nie wie o czym pierdolę, nawet ja sama najczęściej tego nie wiem, dlatego to będzie na tyle.
A teraz przerwa na reklamę, więc będę mało oryginalna i wrzucę gołą babę (no, prawie gołą), którą aktualnie mam na tapecie.
I sobie myślę czasem tak, że może jak się długo pogapię, to mi się orientacja zmieni. Bo faceci są kurwa tak żałośnie beznadziejni (oczywiście są nieliczne, potwierdzające regułę wyjątki), że aż dupę ściska i nic się nie mieści.
A na zakończenie trochę poezji z chuja, czyli co wytworzyłam jadąc metrem, a następnie autobusem, żeby spędzić ostatni wieczór z moją kotą ukochaną.
Wszystko zespala się w jedną całość,
idziemy naprzód, nie oglądając się za siebie,
rozglądam się wokół nie myśląc o niczym.
Są takie chwile...
dokładnie takie jak ta...
kiedy po prostu mogłabym umrzeć...
choćby zaraz, bo wiem...
że nic na mnie nie czeka.
Każdy idzie naprzód,
każdy twardo w swoją stronę,
nikt nie myśli o nikim,
a ja boję się pomyśleć o sobie,
bo wiem, że nie znajdę powodu,
by się uśmiechać.
Czasem gdy wszystko jest bez sensu,
mam ochotę krzyczeć głośno,
aby każdy usłyszał,
że coś jest nie tak z tym światem.
Życie mija mi między palcami,
a ja czuję tylko niemą bezsilność
i nie wiem...
czy kiedyś to minie.
Czemu to nie ja choruję na śmiertelną chorobę?
Czemu wbijasz mi tylko pojedyncze szpilki?
Czy to moje błędy z przeszłości...
czy po prostu czarne myśli?
Nie wiem tego,
naprawdę nie wiem,
jedno jest pewne,
już nie można zawrócić...
z raz obranej drogi.
Więc jestem tu...
i wciąż brnę przed siebie.
Tylko po co to,
po co?
I koniec kurwa tego dobrego, bo mam cztery godziny na naukę.
Czas na mocniejszy arsenał. Czas na Tigera. Lol. Ekhm...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz