wtorek, 21 września 2010

Life's a bitch. And then you die...

Ten post jest zamieszczany z pewnym opóźnieniem, ponieważ tekst powstał
7 lipca późno wieczorem ale nie miałam dostępu do komputera, więc zapisałam w telefonie. I dopiero teraz się zebrałam aby przepisać. Głównie dlatego, że długość życia mojego telefonu jest wątpliwa. Głównie przez to, że zupełnie niesprawiedliwie dostaje za to, za co najczęściej powinien dostać dość częsty rozmówca, zwany także, czasem nie wiem czy dobrze, moim facetem.

Tekst powstał, jak (dla odmiany) było mi źle, w domu, za drzwiami pokoju byli ludzie, oglądali mecz drąc ryje, a ja się schowałam przed światem i jak teraz to wspominam, po ponad 2 miesiącach, to do kurwy nędzy nie wiem, tak naprawdę, czemu wtedy mi było źle? Bo potem było gorzej...


"Miałam nie palić w pokoju,
w którym śpię.
I proszę bardzo,
palę.
Ale w tej chwili mam to w dupie.
Ja i tak kurwa źle śpię
i się nie wysypiam.
A jak już zasnę,
to śni mi się seks.
Pewnie dlatego,
że nie mam go w realu.
To nadrabiam w snach.
Masakra.
I miałam dzisiaj nie pić.
Ale nie wytrzymałam.
Dobrym pomysłem było
zostawienie
tego ostatniego kieliszka wina
na czarną godzinę.
Jutro kupię butelkę.
Ostatnio czarnych godzin bywa wiele.
Zbyt wiele.
W dupie mam statystykę.
I te zaliczenia.
I mecz i wszystkich ludzi.
Brakuje mi mojego kota.
Czemu tak musiało być?
Czasami mam ochotę stąd uciec.
Wsiąść do pociągu
i po prostu pojechać w siną dal.
Kurwa.

Powiedz tylko słowo,
a rzucę to wszystko w 5 sekund."






Bo tak już jakoś jest.

2 komentarze:

  1. tak jest nie wiedzieć czemu. Powiem, że mi też jest przykro, smutno i cholernie niedobrze czasem. Sama nie wiem czemu. Mój się wścieka że chodzę struta a przecież nie ma powodu. Generalnie to nie mam w sumie nic mądrego wartego uwagi do wyciągnięcia z tej twórczości. Czytam i szczerze się zastanawiam jak długo będę takie rzeczy czytać? Bo są spowodowane w większości wiadomo czyją osobą-"zwany także, czasem nie wiem czy dobrze, moim facetem.".
    Nie mówię, że mnie to męczy, ale Ciebie. Wczorajszy sms do niego jaki mi wysłałaś sprawił uśmiech na mej twarzy. Autentycznie. Jednak gdy ochłonełam trochę to pomyslałam sobie, że to nie tak powinno wygladać i jest źle. I nie ma się z czego śmiać. Bo to smutne że tak wygląda rozmowa z osobą bliską twemu sercu... Na koniec powiem, że nie wiem. Naprawdę nie wiem czemu z nim dalej jesteś. Lubię go i nie mam nic do niego. Jednak jego zachowanie jest dziwne, nietaktowne i niezrozumiałe. Kochasz go. Wiem i widac to,ale tak nie może być...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za szczery komentarz. Pamiętaj jednak, że ja też piszę tu aby odreagować, że są też dobre momenty, tylko zazwyczaj nie opisuję ich, tylko je chłonę, a opisuję złe aby sobie ulżyć, to jakiś rodzaj oczyszczenia i on, o dziwo, działa. Nie zawsze ale najczęściej działa. Niemniej jednak coś jest w tym co napisałaś, tylko jeszcze nie wiem do końca co.

    OdpowiedzUsuń